W rocznicę bitwy pod Wiedniem chcielibyśmy zacząć nasz cykl historyczny od artykułu o pięknym, aczkolwiek mało realistycznym i brzemiennym w skutkach Uniwersale Połanieckim z dnia 7 maja 1794 roku. Aby móc jak najlepiej zrozumieć ten dokument, trzeba przeanalizować i poznać ogólną sytuację polityczną i strategiczną Rzeczypospolitej w tamtym czasie.
Nadchodzący schyłek Rzeczpospolitej
Lata siedemdziesiąte osiemnastego wieku. Sytuacja międzynarodowa Polski jest w opłakanym stanie. W 1772 państwa ościenne dokonują I rozbioru ziem polskich. W jego wyniku tracimy dostęp do morza, a co za tym idzie ważne źródło pieniędzy, jak również dobrze rozwinięte obszary u południowych granic. Rzeczpospolita wykorzystuje pewną okazję i proklamuje w 1791 roku Konstytucję 3 Maja, która jest pierwszym takim dokumentem w Europie.
Konstytucja ma szansę zaprowadzić liczne zmiany. Oczywiście nie może pozostać niezauważona, wywołuje podziw, a nawet przerażenie z powodu swojej nowoczesności. Bardzo szybko wojska rosyjskie wkraczają na nasze terytorium, zaczyna się wojna w obronie konstytucji, niestety przegrana. Dochodzi do drugiego rozbioru Polski, w wyniku którego tracimy szereg innych terytoriów.
Wybuch insurekcji kościuszkowskiej
W tym momencie podjęta została decyzja o rozpoczęciu powstania narodowego, które miało stać się naszą ostatnią szansą. Z militarnego punktu widzenia powstanie od samego początku nie miało większych szans na powodzenie, gdyż zbyt duża była dysproporcja sił pomiędzy walczącymi – Rosję wsparły dodatkowo Prusy. Impulsem do rozpoczęcia Insurekcji Kościuszkowskiej staje się odmowa generała Antoniego Madalińskiego rozwiązania dowodzonej przez siebie I Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Narodowej.
24 marca odczytany zostaje publicznie akt powstania obywateli województwa krakowskiego, co daje początek kolejnym takim manifestom w innych prowincjach. Odczuwany jest chroniczny brak sprzętu wojskowego, artylerii i amunicji. Polakom udaje się odnieść zwycięstwo pod Racławicami (4 kwietnia 1794), ale jest to raczej sukces taktyczny niż strategiczny – liczy się jego aspekt moralny.
Treść Uniwersału
Rosjanie gromadzą coraz większe siły, szykując się do kontrataku, gdy tymczasem przywódca powstania, Tadeusz Kościuszko, postanawia wydać nowy akt prawny. W ten sposób, 7 maja 1794 roku w obozie wojsk polskich w okolicy miasta Połaniec, rodzi się Uniwersał Połaniecki.
Dokument ten, wydany przez Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej gen. Tadeusza Kościuszkę, był pierwszym i zarazem ostatnim takim aktem prawnym Rzeczypospolitej. Jest on odezwą do szlachty i chłopów, czyli tych grup społeczeństwa, od których tak naprawdę najbardziej zależała przyszłość kraju. Kościuszko ubolewa nad tym, że szlachta tak „srogo obchodzi się” z ludem, co daje pole do działania nieprzyjacielowi. Przeto zaleca Naczelnik, by chłopom, którzy bronią kraju, ulżyć w pańszczyźnie i zapewnić opiekę rządową, bezpieczeństwo własności i sprawiedliwość.
Jeśli rozpatrzeć po kolei wszystkie postanowienia, okazuje się, że Uniwersał Połaniecki mógł mieć przełomowe, lecz nie natychmiastowe znaczenie dla losów Rzeczpospolitej. Chłopstwo znacznie poprawiło swoje rokowania i stało się już niemal równe wobec prawa ze szlachtą. Zmniejszenie na czas insurekcji wymiaru pańszczyzny dało chłopom większą swobodę. W dalszej perspektywie zanosiło się na zniesienie poddaństwa chłopów, od wieków stanowiące poważny problem społeczny.
Punkt 12. Uniwersału Połanieckiego – wspólny narodowy zryw
Omawiając ogólną wymowę Uniwersału Połanieckiego, nie można zapomnieć o punkcie 12. dokumentu. Jasno określa on nastawienie Kościuszki do powstania i tego, jaki powinno mieć charakter. Wydając Uniwersał, myślał o wielkim powstaniu, lecz narodowym, w którym masowo uczestniczyłyby oprócz chłopów również inne warstwy społeczne. Żeby jednak Uniwersał mógł zostać zrealizowany, potrzeba było ogólnego przyzwolenia szlachty. Ta jednak w tym przypadku zachowała się bardzo egoistycznie – większa część szlachty nie pozwalała chłopom na dołączenie do armii, a nawet odcinała ich od wszelkich informacji na jej temat.
Szanse powodzenia insurekcji
Realistycznie rzecz ujmując, powstanie miało małe szanse na sukces. Jednak armia polska była na tyle dobrze wyszkolona, że w umiejętnościach znacznie przewyższała Rosjan. Poważne niedociągnięcia w wywiadzie doprowadziły do sromotnych porażek – dobitnym przykładem służy bitwa pod Szczekocinami (6 czerwca), podczas której Kościuszko nie spodziewał się obecności armii pruskiej. Potrzeba było znacznie potężniejszej siły, którą można było pozyskać jedynie z warstwy chłopskiej, podnosząc liczbę rekruta do ponad 100 tysięcy.
Na zwiększenie szans powstania mogłoby wpłynąć dołączenie się do konfliktu któregoś z sąsiednich państw. Na państwa zaborcze nie było co liczyć, Turcja była zbyt wyczerpana i osłabiona, by walczyć. Po raz kolejny wychodzi na jaw odwieczna klątwa ciążąca na Polsce – nigdy nie mieliśmy geopolitycznego sprzymierzeńca, na którego moglibyśmy zawsze liczyć.
A gdyby naród był dojrzały – potencjalne zwycięstwo powstańców
Zakładając, że szlachta ustąpiła, a fortuna nie opuszczała Kościuszki – czy udałoby się ziścić do końca hasło: „Wolność, Całość, Niepodległość”? Zapewne zwycięzców napełniłaby duma i satysfakcja. Kościuszko musiałby dołożyć wszelkich starań, by rozruszać przemysł zbrojeniowy, wzmocnić kraj oraz poszukać możliwych sojuszy. Szaleństwem byłoby bowiem niedocenienie potencjału i gniewu Rosji oraz Prus.
Szczerze mówiąc, bylibyśmy zdani tylko na siebie. Jednakże, gdyby odwet nie przyszedł od razu, a my stawilibyśmy mu dzielnie opór, zapewne niektóre wydarzenia w Europie potoczyłyby się znacznie szybciej. Rosjanie nie mogliby angażować się w wojnę austriacko-francuską, tym samym Napoleon szybciej doszedłby do władzy.
Podsumowanie – koniec walki i ostateczny rozbiór Polski
Bez zwątpienia ostanie się Rzeczypospolitej, nawet o kilkanaście lat dłużej, byłoby sukcesem, który miałby wpływ zarówno na Polaków, jak i dzieje Europy. Kolejne lata wojen, obrona własnej ziemi odegrałyby niezwykle pozytywną rolę w budowaniu świadomości narodowej wszystkich warstw społeczeństwa. Z drugiej strony wcale nie musiałoby dojść do III rozbioru Rzeczypospolitej – pod osłoną Francji Polacy mogliby stać się jednym z poważniejszych ogniw koalicji antymoskiewsko-prusko-austriackiej i całkiem dobrze sobie radzić.