Niemcy łamiący polski szlaban graniczny - pierwsze dni września 1939

Gdyby II wojna światowa nie wybuchła? Analiza możliwych scenariuszy rozwoju świata – historia alternatywna

II wojna światowa – najkrwawsza rozprawa w dziejach ludzkości. By móc zastanowić się nad tym, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby nie doszło do jej wybuchu, w pierwszej kolejności trzeba wziąć pod uwagę jej przyczyny.. Zazwyczaj do konfliktów na globalną skalę dochodzi wtedy, gdy interesy mocarstw zaczynają być ze sobą coraz bardziej zbieżne. Stosunki nie tylko dyplomatyczne, ale i gospodarcze zaczynają zgrzytać. Do tego dochodzą sprzeczne ze sobą ideologie. Poniżej, w rocznicę operacji D-Day, czyli lądowania aliantów w Normandii 6. czerwca 1944 roku, analizujemy możliwe skutki sytuacji, w której II wojna światowa nie wybuchłaby wcale. Co musiałoby się tak naprawdę stać, by tak potoczyły się koleje losu?

W Europie końca lat 30-tych istniały trzy antyhumanitarne i antypokojowe ideologie, których jedyną szansą na przetrwanie była ekspansja. Mowa o komuniźmie, faszyźmie i naziźmie. Ten ostatni rozwinął się na podłożu dosyć podatnym – społeczeństwa niemieckiego, które nie powetowało strat odniesionych podczas I wojny światowej, a na dodatek płacącego reparacje innym państwom. To właśnie od sprzeciwu wobec tych odszkodowań, Hitler zaczął się „buntować”. Wraz z upływem czasu coraz trudniej było pohamować zapędy nazistowskiego despoty. Tak naprawdę, III Rzesza była nieudanym dzieckiem niefortunnego traktatu wersalskiego, ułożonego przez państwa, które nieudolnie próbowały zachować równowagę polityczną na kontynencie. Im to dziecko było starsze – tym trudniejsze do poskromienia.

Niemcy łamiący polski szlaban graniczny - pierwsze dni września 1939ZSRR z kolei było państwem najbardziej nastawionym na wojnę. Problem dla Stalina stanowiło, to z kim zawrze sojusz, konieczny do tego by mógł spokojnie realizować swoje plany. A po rozgromieniu wspólnego wroga – obrócić się przeciwko sojusznikowi. Tak był zamysł. Zaś dążenia nacjonalistyczne w Związku Radzieckim zastąpiono koncepcją walki klasowej.

Oczywiście wielkim uproszczeniem byłoby twierdzenie, że jedynie wrogie społeczeństwom demokratycznym ideologie stoją za wybuchem wojny. Za myślą polityczną nie rzadko, a właściwie zawsze kryją się jakieś interesy. Takowe narastały poprzez ostatnie dziesięciolecie przed wojną. Małe konflikty zaczęły przeradzać się w większe. Nie rzadko były jedynie pretekstem do realizowania własnej polityki (anschluss Austrii, sprawa Czechosłowacji – na której ugrali sobie kawałek i Polacy, anektując Zaolzie). Praca ta nie wyczerpie nawet krótkiego opisania tematu wszystkich przyczyn, wypadków, w których mogło nie dojść do wybuchu konfliktu, jak i świata bez II wojny światowej. Zwłaszcza ostatni punkt jest tyleż złożony, co niemożliwy. Jednak, gdy spojrzy się na sprawę bliżej, od razu nasuwają się logiczne wnioski.

Uważa się, że po konferencji w Monachium sprawa wojny była już niemalże przesądzona, a to ze względu na uległość państw zachodnich. Postawa Chamberlaina odniosła odwrotny skutek od zamierzonego. Hitler był zły, że nie pozwolono mu na dobre rozprawić się z Czechosłowacją. Z kolei oddanie Sudetów III Rzeszy dodało fuhrerowi animuszu. Jak potoczyłaby się historia, gdyby Wielka Brytania i Francja przyjęły inną strategię podczas konferencji w Monachium?

Zapewne zrobiłoby się gorąco, a Europa wstrzymałaby oddech, będąc jednak w wielkim impasie. To ze względu na swą słabość militarną i po części brak odwagi państwa zachodnie nie sprzeciwiły się Hitlerowi. Niewiele zmieniło się do września 1939. Potwierdził to przebieg „dziwnej wojny”.

Być może konflikt na ogólną skalę miałby szansę rozpętać się wcześniej, choć to nadal leżałoby w gestii Hitlera. W marcu 1939 Polacy odrzucili ultimatum niemieckie, tym samym odmówili przystąpili do paktu antykominternowskiego. Nie znali „pojęcia pokoju za wszelką cenę”, jak później argumentował minister Beck. W tym samym czasie doszło do zbliżenia pomiędzy ZSRR i III Rzeszą, dla której Polska stała się celem numer jeden. Nie mogąc zyskać w nas sojusznika, Hitler postanowił najpierw zabezpieczyć swoją wschodnią flankę, atakując Polskę. Dopiero potem mógł uderzyć na zachód. Jak wiadomo – udało mu się ten manewr. Wydaje się więc, że niezależnie od posunięć naszej dyplomacji, do wybuchu wojny musiało dojść. To od mocarstw zachodnich zależało najwięcej. Polityka „ułagodzania” była de facto kontynuowana do 3 września 1939, a odstąpił od niej w pełni dopiero Churchill. Po porażce Francji, nie można mówić o jej jakiejkolwiek roli. Niwelowanie długotrwałego obstawania przy doktrynie appeasementu, już w 1938 byłoby niczym innym jak zawracaniem rzeki kijem.

Swój cel osiągnął też ZSRR, któremu zależało na wybuchu wojny. Hitler nie do końca zdawał sobie sprawę z przychylności sowietów. W sumie była ona powierzchowna, a oba kraje połączyła chwilowa zbieżność interesów. Dopiero w 1939 były po temu przesłanki. Lecz też należy wziąć pod uwagę fakt, że negocjacje z Anglikami Stalin prowadził do sierpnia 1939, kiedy to spaliły na panewce. Mimo braku zaczepienia w postaci choćby chwilowego sojusznika, Hitler pewnie odważyłby się wkroczyć do Sudetów. Raczej nie skończyłoby się to wojną, chyba, że Polacy próbujący swych sił na Zaolziu postawiliby się Rzeszy. Impuls ten postawiłby w pogotowiu również Stalina. Pakty o współpracy gospodarczej i o nieagresji zdążonoby podpisać wcześniej. Przy okazji wcześniej zwolnionoby Litwinowa. A radziecka gospodarka wojenna mogłaby poprawić swoją kondycję.

A na stabilność ZSRR nie mógł pozytywnie wpłynąć dłuższy okres pokoju. Nie za bardzo zdawali sobie z tego sprawę przyszli alianci, co obróciło się przeciwko nim. A już na manewrach pod Kijowem, zaproszeni zagraniczni obserwatorzy mogli ujrzeć potencjał militarny ZSRR. W ćwiczeniach wzięło udział 1800 samych spadochroniarzy (tych ZSRR miał najwięcej na świecie). Tylko za sprawą cudu lub nieoczekiwanego rozpadu Związku radzieckiego (za sprawą kontrrewolucji?) można byłoby uniknąć wojny. Bezradność militarna, a co za tym idzie i polityczna państw Europy zachodniej jedynie zachęciła Hitlera i Stalina do działania.

A co by się stało, gdyby Hitler nie zdecydował się na uderzenie Polski we wrześniu 1939? Na pierwszy rzut oka zdaje się to niemożliwe, by nie doszło do jakichkolwiek działań w roku 1939. Już po zajęciu Czechosłowacji przez Hitlera w marcu tego roku, wiadomo było, że niemiecki fuhrer ma poważniejsze zakusy. Wstępując do Czech Hitler pokazał, że cała argumentacja dotycząca zajęcia Sudetów podczas konferencji monachijskiej we wrześniu 1938 roku była oszustwem. Zarówno Wielka Brytania, jak i Francja zorientowały się, że Hitlerowi wcale nie chodziło o mniejszość niemiecką zamieszkałą na terenie Sudetów. Oszukany Chamberlain, jeszcze parę miesięcy wcześniej ogłaszający „pokój naszych czasów” odkrył karty Hitlera, widząc, że „jego ambicją jest budowa w Europie wielkiego imperium”. Ponieważ karty zostały odkryte, polityka appeasementu nie miała racji bytu.

Gdyby jednak Chamberlain, widząc swoją naiwność w stosunku do Niemiec podał się do dymisji w marcu 1939 roku, sprawy mogłyby potoczyć się inaczej. Wtedy premierem Wielkiej Brytanii zostałby prawdopodobnie Churchill, gorący przeciwnik appeasmentu. Winston był człowiekiem porywczym, który wcześniej nie mógł liczyć na posadę premiera. Co innego w dobie wielkiego zagrożenia Królestwa. Zagorzały antykomunista stał sie przywódcą. Możliwe, że świadomy groźby wybuchu wojny, wykazałby się energią podobną do tej, którą posiadał w roku 1940. Wszystko po to, by powstrzymać Hitlera. Być może odpowiedziałby pozytywnie na propozycje radzieckiej dyplomacji. Jak wiadomo, mimo swej ogromnej niechęci do sowietów, doprowadził do sojuszu z ZSRR w 1941. Brało się to z jego pragmatyzmu i ogromnej elastyczności. Zmienność i umiejętność dopasowania się do otaczających warunków politycznych, brytyjskiego premiera, podzielającego poglądy lorda Palmerstona, że tylko „interesy brytyjskie są stałe i wieczne”, zaowocowała „sprzedaniem” Polski w Teheranie, a później w Jałcie.

Czy będąc premierem już w 1939 roku, Churchill zgodziłby się na wojnę czy może pozostałby bierny? Czy mimo wszystko, mając zapewnienia Anglii, ZSRR zaatakowałoby III Rzeszę? Wtedy losy wojny mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Być może nie nabrałaby globalnego charakteru lub po prostu zakończyła się wcześniej? Czy po takiej rozprawie z Niemcami, doszłoby do bezpośredniej konfrontacji aliantów i ZSRR?

Czy państwa antykominternu nawiązałyby ścisłą współpracę wobec wojny Niemiec z ZSRR? Brak wsparcia politycznego ze strony III Rzeszy, która była przecież w sojuszu z ZSRR, może nie rozzuchwaliłby w takim stopniu Japonii, uwikłanej w wojnę z Chinami już od 1937. Czy kraj kwitnącej wiśni zaatakowałby USA? Czy wyrwanoby Stany ze skorupy ich izolacjonizmu? Być może po krótkotrwałej wojnie w Europie, konflikty w innych częściach świata przybrałyby jedynie charakter lokalny. Tylko los Polski byłby chyba przesądzony. „Kupczenie” się Polską było na stałe wpisanie w doktrynę polityki Anglii i Francji.

Istnieją teorie, jakoby II wojna światowa odbyła się we właściwym czasie. Generalnie, za jedną z głównych przyczyn wybuchu konfliktu podaje się kryzys gospodarczy z początku lat trzydzistych. Przecież to na bazie ogromnych potrzeb ludzi, udało się Hitlerowi nie tyle wygrać wybory, co z czasem przejąć pełnię władzy nad społeczeństwem niemieckim. Teorie o „właściwym czasie” biorą pod uwagę prawidłowość, według której najkrwawsze wojny i kryzysy globalne wybuchają właśnie wtedy, gdy każdemu grozi krach. Z „właściwym” czasem łączy się istnienie broni atomowej. Jak potoczyłyby się losy wojny, gdyby ta wybuchła wcześniej, a w posiadaniu najbardziej śmiercionośnego arsenału były nie tylko USA, ale też nieobliczalny Hitler i Związek Radziecki? Być może to już III, nie IV wojna światowa byłaby „na kije i kamienie”, o których wspominał Einstein.

W obliczu sojuszu antynazistowskiego, jedynie aktywny udział aliantów w wojnie, dałby szansę na przywrócenie równowagi politycznej i poskromienie również ZSRR. Czy byłoby to jednak możliwe?

Załóżmy, że 15 września Anglia zaatakowałaby Niemcy, pewnie razem z Francją, pokonując nie obsadzoną wojskami linię Zygfryda i zajęła tereny co najmniej do linii Renu. „To z kolei oznaczałoby sparaliżowanie zlokalizowanego w Zagłębiu Ruhry przemysłu, a w ślad za tym załamanie się niemieckiej gospodarki wojennej i klęskę militarną najdalej w ciągu kilu miesięcy”. Chamberlain mógłby także podać się do dymisji po dwudziestym drugim sierpnia 1939 roku, kiedy to wściekły Hitler wykrzykiwał pod adresem Anglików i Polaków długą listę zarzutów w obecności Nevilla Hendersona, który dostarczył mu list od premiera Wielkiej Brytanii. Był to list z ostrzeżeniem dla Niemiec, aby nie rozpoczynały wojny. Kiedy Henderson wyszedł, Hitler powiedział do adiutanta: „Chamberlain nie przeżyje tej rozmowy; jego gabinet upadnie dziś wieczorem”.

Ggdyby Chamberlain zrezygnował z funkcji premiera, a stanowisko to objął Winston Churchill, albo nie doszłoby w ogóle do wojny, bo Hitler przeraziłby się sił sojuszników, albo doszłoby do wojny lokalnej, nie zaś światowej. Jej zwycięzcami zostałaby Anglia, Francja. Z Polską sprawa nie byłaby taka prosta. Prawdopodobnie zostałaby rzucona ZSRR jak kość dla psa. Sowieci stanowili poważną siłę, wobec której nie występowały na razie otwarcie Stany Zjednoczone. Jedyną opozycją dla bolszewizmu stanowiły „elastyczne” i przebiegłe Anglia i Francja, których gwarancje pomocy, okazały się w rzeczywistości martwą literą prawa, bujdą na resorach.

Uznaliśmy już, że niemożliwym było to, by II wojna światowa nie wybuchła. Tak naprawdę to Stalin rozdawał karty. To on ostatecznie przekonał Hitlera do rozpoczęcia wojny. Nawet gdyby w Niemczech nie narodził się nazizm, z czasem wojnę wywołałby sam ZSRR, choć z mniejszymi możliwościami. Trudno byłoby powtórzyć rok 1920 i zahamować postęp bolszewizmu w pojedynkę, lecz nie byłaby to już walka na dwóch frontach. Czy któryś z naszych wodzów byłby w stanie powtórzyć sukces Piłsudskiego sprzed dwóch dekad?

A może widząc zagrożenie ze strony bolszewizmu, Anglia i Francja pomogłyby Polakom? Ale chyba żadnemu z tych państw nie na rękę było wzmocnienie Polski. Choć mogłoby się zdarzyć, że wywalczywszy Śląsk, Pomorze i Gdańsk – (jak zawsze) własnym potem i krwią, Polska otrzymałaby te ziemie, a Francja i Anglia okupowałyby Niemcy, czekając na wypłacenie reparacji. Drugi traktat wersalski? Niekoniecznie – tym razem Polska wyszłaby z wojny zwycięska, potężna, z gospodarczym potencjałem. Niemcy natomiast nie mieliby dość sił, by podnieść się po raz kolejny. Dzisiaj zaś jeździlibyśmy po przelotowych autostradach, przechadzalibyśmy się po „Paryżu Północy”, jak przed wojną nazywano niezniszczoną Warszawę. Równocześnie nie istniałaby wielka legenda polskich bohaterów II wojny światowej. Legenda, która w jakimś stopniu umocniła świadomość narodową Polaków. A może po prostu miałaby inny mniej martyrologiczny charakter? Na pewno zaś w przypadku braku II wojny światowej, nie istniałoby przeświadcznie, że po raz kolejny Polacy potrafili walczyć do ostatniej kropli krwi o swoją niepodległość. I chociaż wojna ta zakończyła się tak naprawdę naszą klęską, na zawsze pozostanie w pamięci naszego narodu jako dowód jedności i siły.

Zakładając, że jakimś cudem Polskę ominęła wojna i nie przetoczyłby się przez nią walec armii niemieckiej, a potem radzieckiej, nasz kraj miałby szansę na rozwój. Ominęłyby nas przede wszystkim wielkie zniszczenia wojenne, nieocenione jeśli chodzi o dziedzictwo narodowe i społeczeństwo. Sześć milionów polskich obytwateli (w tym połowa to żydzi), nie straciłoby życia. Zapewne inaczej wyglądałby teraz skład etniczny społeczeństwa polskiego. Miałoby to wpływ na dalszy rozwój kultury (również tej w gospodarczej) i stosunków społecznych. Przede wszystkim ominęłoby Polskę 45 lat wyniszczającej komunistycznej gospodarki nakazowej. Państwo o wielkiej powierzchnii uległoby stopniowemu unowocześnieniu. Wpłynęłoby to na wzrost liczby ludności i standardu życia. Dotychczas będąc państwem średnim, jeśli chodzi o ilość obywateli, zasililibyśmy szereg krajów dużych lub bardzo dużych. Wtedy zupełnie inna byłaby rola Polski na arenie międzynarodowej.

Jak wyglądałby świat bez najkrwawszego konfliktu w dziejach ludzkości? USA pozostałoby przy izolacjonizmie, a Wielka Brytania, ze swoimi koloniami i potężną flotą miałaby większe znaczenie wśród mocarstw światowych. Zwłaszcza, gdyby wykorzystała odpowiednio czas pokoju na zbudowanie nowej armii. Wielką niewiadomą byłoby na pewno ZSRR, kierowane przez sprytnego Stalina. Może zimna wojna miałaby miejsce wcześniej, lecz nie pomiędzy ZSRR a USA, lecz Anglią? A co z Chinami? Nadal pozostawyłyby państwem, nad którym „opiekę” sprawowałyby wielkie mocarstwa. USA, nie rozwijające się militarnie tym bardziej nie mogłyby zapobiec wprowadzeniu tam komunizmu. Czy wystarczająco wcześnie rozpoczętoby walkę o zachowanie równowagi pomiędzy komunizmem i demokracją?

Gdyby nie doszło do najbardziej okrutnej, nieludzkiej wojny, nie zginęłoby 50 milionów ludzi. Ameryka pewnie nie odgrywałaby tak wielkiej roli jak dzisiaj, przynajmniej nie na początku. Ale być może zakusy imperialistyczne ZSRR obudziłyby w światowym gigancie poczucie obowiązku strzeżenia świata przed totalitaryzmem. Czy potrzebny byłby inny konflikt na skalę międzynarodową by USA dojrzały do tej roli? A komunizm był przecież zjawiskiem, który mógł albo się rozprzestrzeniać, albo upaść.

Uformowanie dwubiegunowości świata zabrałoby o wiele więcej czasu. Przecież to za sprawą USA utworzono sieć sojuszy międzypaństwowych i dzisiejszy międzynarodowy system gospodarczy i finansowy. Ich brak sprzyjałby dalszej destabilizacji i wojnom. Brak pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych doprowadziłby do tego, że nie udałoby się wywalczyć niepodległości i demokracji dla południowej części Korei.

A czy wobec braku II wojny światowej powstałoby państwo Izrael? Pewnie tak. Zagłada żydów nie miała największego wpływu na jego utworzenie. Lecz czy odesłanie choć części nieeksterminowanych żydów europejskich do Palestyny wiązałoby się z napięciami społecznymi? Czy w ogóle by do niego doszło? Biorąc pod uwagę liczebność żydów, jak i to, że posiadali obywatelstwa – nie. Zatem przekrój etniczny Europejczyków byłby zróżnicowany. Jedynej licznej grupy semitów, nie stanowiliby dzisiaj tylko Turcy.

Możliwe, że nadal istniałyby imperia kolonialne. Wielka Brytania nie tak prędko straciłaby kontrolę nad „perłą królestwa” – Indiami. Gdyby nie II wojna światowa, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Ale niewykluczone, że wszelkie problemy i konflikty narastałyby jedynie po to, by jak bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnąć. W najmniej spodziewanym momencie. Niewykluczone, że z większą siłą. Nuklearną.

Gdyby nie wybuchła II wojna światowa – najprawdopodobniej nie doszłoby do powstania Unii Europejskiej, podpisania traktatów paryskich i rzymskich. Utworzona w 1951 roku Europejska Wspólnota Węgla i Stali powstała bowiem głównie w celu uściślenia współpracy w odbudowie gospodarek państw zachodnich. Najprawdopodobniej nie mielibyśmy również do czynienia z Organizacją Narodów Zjednoczonych, dzieckiem konferencji w Teheranie. Być może powołano by podobną instytucję, lecz trudno rozsądzać jak inne okoliczności wpłynęłyby na zakres jej kompetencji i przyszłe działania. Być może szczyciłaby się też odmienną nazwą.

Tak naprawdę jednak, II wojna światowa musiała wybuchnąć, a już na pewno po Monachium. Patrząc na wojnę domową w Hiszpanii, na walczące strony wspomagane przez Hitlera i Stalina, można powiedzieć, że zagrywki te były jedynie preludium do II wojny światowej, w której zmierzyły się dwa reżimy totalitarne. W wojnie hiszpańskiej wzięło udział „około 35 000 ochotników z Francji, Polski, Czechosłowacji, Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii i USA, a zatem wojna ta cieszyła się dużą popularnością. (gdzie się kończy cytat?) Tak samo problem Japonii i Włoch, dążących do zbudowania własnych imperiów. I chociaż Mussolini bałby się kontynuować swą ekspansję terytorialną w Europie, to ostrzyłby sobie kły na kolejne państwa Afryki (jak wiemy Włochy zdobyły Etiopię w roku 1936). Japonia zaś podbijałaby Azję. Czy w świetle powyższego, nie widać dostatecznie wyraźnie, że na zasadzie błędnego koła, przywódcy, a przede wszystkim interesy ówczesnych mocarstw, sprowadzały nasz świat do punktu, w którym pozostawały jedynie rozwiązania siłowe?

Witold M. Orłowski, wyd. „Stulecie chaosu”, Warszawa, 2007, str. 298

Witold M. Orłowski, wyd. „Stulecie chaosu”, Warszawa, 2007, str. 307

Richard M. Watt, „Gorzka chwała”, wyd. AMF, Warszawa, 2005, str.369

E. Rayner, R. Stapley, „Mity, błędy i oszustwa w historii”, wyd. Bellona, Warszawa 2006, str. 319