Rzeczpospolita Trojga Narodów według Unii Hadziackiej 1658

Witamy na blogu Wyższej Szkoły Biznesu i Finansów w Zabrzu. Poniżej zamieszczamy najciekawsze artykuły naukowe naszych pracowników.

Dziedziny, których dotykają to:

historia Polski,

– historia Europy,

– prawo i finanse.

Unia w Hadziaczu – czy musiała okazać się porażką?

Pomimo, że król Władysław IV jest zwykle uważany za raczej dobrego monarchę, zdarzyło mu się kilka poważnych błędów, z których chyba najbardziej oczywistym było zaniedbanie sprawy kozackiej. Ludność Ukrainy, uciskana przez żydowskich arendarzy i polskich magnatów chcących zbić jak największe fortuny jak najmniejszym kosztem zażądała rejestru. Ponieważ król nie przejmował się zbytnio możliwością wybuchu wojny domowej, przez te kilkanaście lat jego panowania sytuacja jeszcze się pogorszyła. Gniew ludu ruskiego przybierał na wadze, lecz nie wybuchał. Brakowało jedynie charyzmatycznego i silnego przywódcy, wokół którego można by się skupić i podjąć walkę o wyzwolenie. Takim dowódcą został Bohdan Chmielnicki, nienawidzący z całego serca Polaków. Jeden z magnatów kazał swego czasu wybić całą jego rodzinę. Walkę z Rzeczpospolitą rozpoczął wiosną 1648 roku. Co gorsza, Polacy przegrali dwie bitwy – pod Korsuniem i Żółtymi Wodami. Przeciwnikom wpadły w ręce znaczne łupy, najgorsze było jednak to, że zwycięstwa te przekonały ich o możliwości ogarnięcia Ukrainy bez większego wysiłku. Póki co jednak, Chmielnicki podpisał zawieszenie broni, chcąc negocjować niepodległość Ukrainy.

Wyniszczające skutki powstania Chmielnickiego

Powstanie zaczęło się błyskawicznie szerzyć na zasadzie reakcji łańcuchowej – wciąż dołączały się nowe grupy żądnych krwi kozaków, w dodatku wspieranych przez Tatarów. Niebawem, w maju, zmarł Władysław IV, utalentowany wojskowo i będący zapewne obiektem nadziei wielu naszych rodaków. Wkrótce zawieszenie broni zostało zerwane przez dowódców obu stron pod naciskiem ich armii i społeczeństwa. Chmielnicki ruszył w kierunku Lwowa, Polacy zastąpili mu jednak drogę pod Piławcami. W naszym obozie doszło niestety do paniki i armia rozpierzchła się, pozostawiając bogaty tabor nieprzyjacielowi, któremu udało się dotrzeć do Lwowa.

W listopadzie Tatarzy odstąpili od oblężenia Lwowa (za okupem), a kozacy podeszli pod Zamość, który również ratował się w ten sam sposób. Tymczasem na sejmie elekcyjnym w Warszawie wybrany został na króla Jan II Kazimierz Waza, będący młodszym bratem królującego do niedawna Władysława IV. Po negocjacjach podpisano zawieszenie broni, trwające aż do wiosny następnego roku, 1649, kiedy to wciąż prowadzone rozmowy nie dały pożądanego efektu i wojna rozgorzała na nowo.

Kozacy wraz z Tatarami próbowali zdobyć znakomicie umocnioną twierdzę Zbaraż. Wieść o tym dotarła do króla, który ruszył co prawda na odsiecz, lecz został zaatakowany przez silniejszy oddział wroga pod Zborowem. W wyniku bitwy podpisano traktat pokojowy pomiędzy Polakami a Tatarami jak również ugodę zborowską. Zgodnie z jej postanowieniami, rejestr kozacki miał zostać zwiększony do 40 000 ludzi, Polacy mieli też oddać Kozakom w administrację trzy województwa. Gwarantem realizacji postanowień został chan tatarski, obdarzony bogatymi prezentami.

Kolejny rok minął względnie bez walk, dopiero w lutym 1651 Stefan Czarniecki rozpoczął działania wojenne atakując Kozaków. W czerwcu doszło do wielkiej bitwy pod Beresteczkiem, w której wojska obu wrogów zostały zmasakrowane. Zwycięstwo to jednak nie zostało poprawnie wykorzystane, gdyż szlachta i magnateria miały już dość wojny, dochodziło też do rozruchów chłopskich.

Powstanie kozackie ciągnęło się jednak dalej, co gorsza wkrótce doszło w kraju do epidemii cholery, która wyniszczyła znacząco ludność Rzeczypospolitej. Chmielnicki wiedząc, że dalsza walka tak naprawdę nie ma już sensu i stanowi tylko wyrok śmierci dla tysięcy ludzi, zawarł w Perejasławiu unię o włączeniu Ukrainy lewobrzeżnej do Rosji i oddanie się w opiekę carowi. Jednakże ten ostatni skorzystał z okazji, aby pod szyldem prewencyjnej obrony Ukrainy rozpocząć wojnę z Rzeczpospolitą. W lato 1654 roku wojska carskie wkroczyły na tereny Litwy i Ukrainy. We współdziałaniu z kozakami zajęły znaczne połacie ziemi. Granic Rzeczypospolitej bronił hetman wielki litewski Janusz Radziwiłł, który 12 sierpnia w bitwie pod Szkłowem rozbił 70-tysięczną armię kniazia Czerkaskiego. Jednakże już 12 dni później został pokonany przez również liczną armię kniazia Trubeckiego. Jazda rozpierzchła się, a piechota została wycięta w pień. W działaniach przeciwko Rosjanom i kozakom, naturalnym sojusznikiem Rzeczypospolitej stał się Chanat krymski, który wspomógł Polaków i Litwinów w wygranej bitwie pod Ochmatowem (29 stycznia 1655).

Po najkrwawszej w tej wojnie potyczce, działania ustały. W obliczu potopu szwedzkiego Rzeczpospolita była zmuszona w 1656 roku zawrzeć z Rosjanami rozejm w Niemieży. Podczas jego trwania sytuacja na Ukrainie nie odbiegała znacznie od wcześniejszej, ale po śmierci Chmielnickiego dawała szansę na budowę wśród kozaków stronnictwa ugodowego z Rzeczpospolitą. Poparte armią koronną, zaczęło się ono skupiać wokół osoby Jana Wyhowskiego, nowego hetmana kozackiego. W kooperacji z polskimi ugodowcami sporządzili akt unii trojga narodów, która została podpisana w Hadziaczu.

Rzeczpospolita Trojga Narodów według Unii Hadziackiej 1658
Rzeczpospolita według Unii Hadziackiej 1658

Sytuacja po zawarciu ugody w Hadziaczu

Podpisanie ugody w Hadziaczu oznaczało niechybne rozpoczęcie wojny z Moskwą. Rzeczpospolita wzięła na siebie wszystkie konsekwencje gniewu cara Aleksego Michajłowicza. Hetman Gosiewski, próbujący powstrzymać od spustoszenia Litwy obce wojska, dostał się do niewoli po bitwie pod Werkami 21 lipca 1658 roku. Znacznie słabiej w obronie dzieła hadziackiego wystąpiła Ukraina. Tym bardziej, że nie wszyscy jej mieszkańcy byli do niego przekonani. Przecież na Ukrainę wrócili znienawidzeni przez kozaków „panowie”, magnaci. Wszystko wyszło na jaw, gdy okazało się, że hetman ukraiński Wyhowski bez pomocy Tatarów i Polaków nie zdoła utrzymać w ryzach stronników Moskwy.

Choć hetman zwyciężył Aleksego Trubeckiego i jego armię pod Konotopem, rozłam na Rusi pogłębiał się jednak coraz bardziej. Pod wpływem pospólstwa, tak zwanej „czerni” Wyhowski oddał buławę młodemu Juraszkowi Chmielnickiemu, który dopuścił do ponownego zhołdowania Kozaczyzny Moskwie. Stało się to 27 października 1659 roku w Perejasławiu, a ugoda tam zawarta pomiędzy Chmielnickim a wysłannikiem cara Wasylem Buturlinem oddawała Ukrainę Rosji. Na tym się jednak nie skończyło. Gdy w 1660 roku Iwan Chowański, Jurij Dołhoruki i Wasyl Zołtarenko szli podbijać Litwę, Chmielnicki razem z Wasylem Szeremietewem planowali zdobycie nawet Krakowa. Na szczęście miała Rzeczpospolita tak wspaniałych obrońców jak Paweł Sapieha i Stefan Czarniecki, którzy 27 czerwca zwycięsko odparli Chowańskiego pod Połonką i oswobodzili oblężone Lachowicze. Co prawda bitwa nad Basią pozostała nie rozstrzygnięta, jednak Chowański został jeszcze raz zwyciężony przez Czarnieckiego nad Drucią. Na Wołyniu odparcie wroga poszło jeszcze lepiej – Stanisław Potocki i Jerzy Lubomirski wstrzymali pochód 60 tys. doborowego żołnierza rosyjskiego. Lubomirski zdołał jeszcze „przetrzepać” Jurka Chmielnickiego pod Słobodyszczami, a zrobił to tak skutecznie, że tamten uznał się z powrotem poddanym króla polskiego, Jana Kazimierza. Jak widać zatem, kampania roku 1660 i obrona Hadziacza była zwycięska dla Rzeczpospolitej. Choć kozacy wędrowali „z rąk do rąk” Rzeczpospolitej i Moskwy, na trwałe pozostali przy nas. Nie zmienia to jednak faktu, że wchodząc raz do jednej rzeki, trudno im było z niej potem wyjść. Zarówno lud ruski, który uzyskał większe swobody, jak i cała Rzeczpospolita przypłaciły ostateczną wygraną (również w późniejszej wojnie z Turcją) nie tylko stratami demograficznymi i moralnymi, lecz przede wszystkim rozłamem Ukrainy na dwie części, leżące po dwóch stronach Dniepru, z których to lewobrzeżną zagrabili Moskale. Ostateczne potwierdzenie granicy z Rosją na wschodzie znalazło miejsce w pokoju Grzymułtowskim z 1684 roku.

A gdyby tak Unia w Hadziaczu została wprowadzona

Rzeczpospolita miała wystarczający potencjał militarny, demograficzny i polityczny, to może udałoby się uniknąć wojny z Rosją bądź zakończyć ją pewniejszym zwycięstwem. Wprowadzenie postanowień unii w życie byłoby w tych warunkach teoretycznie możliwe. Polska szlachta, otrzeźwiona po powstaniu roku 1648, w przygniatającej większości opowiedziała się za przyjęciem projektu. Sejm roku 1658 zabrał się do ciężkiej pracy, której rezultatem miała być reforma ustroju Rzeczpospolitej. Po zaprzysiężeniu unii hadziackiej, zamierzano wprowadzić zasadę głosowania kwalifikowaną większością 2/3 głosów, usprawnić system podatkowy oraz wolną elekcję. Wystarczyło zjednać i przemówić do rozsądku kozakom. Jednak czy było to możliwe w tym czasie?

Ukraina była w tym czasie w stanie wojny, która zawsze budzi w ludziach najgorsze instynkty. W tej sytuacji potrzeba było czasu, aby emocje opadły. Słyszy się, że unia hadziacka powstała za późno. W pewnym sensie jest to stwierdzenie słuszne. Naród ruski długo cierpiał, a jego gniew kumulował się, dając upust w 1648 roku. Z drugiej jednak strony trzeba wziąć pod uwagę również fakt, że w danych warunkach i czasie, unia ta była traktatem bardzo postępowym i niespotykanym dotąd w dziejach Europy. Dlatego jego wprowadzenie wymagało ogromnych umiejętności pojednawczych i przekonujących do tego rozwiązania. Poza tym kozacy nie doświadczyli jeszcze jarzma carskiego na tyle dotkliwie, aby zrozumieć potrzebę zawarcia prawdziwej ugody z Rzeczpospolitą. Pamiętali jedynie o krzywdach wyrządzonych im przez żydów i polską szlachtę, przeciwko której podburzał ich carat.

Nie ma co ukrywać, że sukces unii hadziackiej przyniósłby na dłuższą metę ogromne korzyści dla Rzeczypospolitej. Jak wiadomo, kozacy stanowili w owych czasach doskonałą armię. Doskonałą znaczy nie tylko dobrze wyćwiczoną i uzbrojoną, lecz również waleczną i niezbyt drogą – idealną na warunki Korony i Litwy. Wystarczyło mieć do kilku tysięcy tych wojowników, aby sukcesywnie zwiększyć morale swego wojska. Z pomocą Zaporoża i przy pełnej własnej mobilizacji udałoby się przeciwdziałać rosyjskiemu i tureckiemu imperializmowi. Bardzo prawdopodobne, że nie doszłoby wtedy do podziału Ukrainy. A Rzeczypospolitej łatwiej byłoby odbudowywać swą potęgę i pozycję w Europie, po potopie szwedzkim.

Nowy porządek na Ukrainie nie sprzyjałby jednak w żadnym razie polskiej szlachcie, lecz byłby korzystniejszy dla starszyzny kozackiej i ludu ruskiego, który mógłby w spokojniejszych warunkach odbudowywać swój potencjał. Stabilizacja, której potrzebowała Ukraina mogłaby dać wiele pozytywnych rezultatów. Przede wszystkim potrzeba było, aby wśród grupy trzymającej władzę znaleźli się ludzie o odpowiednich kompetencjach, to znaczy z potrzebnym wykształceniem i wyrachowaniem politycznym. Jednak wśród kozaków próżno było szukać ludzi o takich zdolnościach. Zdecydowaną większość czerni, a także dowództwa stanowili ludzie, nie umiejący czytać. Ulegali oni prostackiemu populizmowi, który zaślepiał umysły, sprawiał, że nie potrafiono dostrzec prawdziwie korzystnego rozwiązania. Na podstawie takich kozackich postaw buduje się z kolei pogląd, że unia hadziacka została wprowadzona za wcześnie. Może gdyby kozacy dostatecznie poczuli równie gorzki smak bezładu i anarchii, to byliby spokornieli i zrozumieli konieczność współpracy z Rzeczpospolitą. Wtedy to postanowienia traktatu mogłyby być wprowadzane. Z czasem Rusinom udałoby się też wybudować dwie akademie, jedną w Kijowie, a drugą w Bracławiu bądź w Czerkasach. A także zreorganizować administrację, do której stołki, podobnie jak i miejsca w kompucie wojskowym trzeba by przydzielać umiejętnie i z zachowaniem rozwagi. Bowiem większe spory i waśnie pomiędzy żołnierzami, którzy dostali się do służby, a tymi, których do niej nie wybrano, mogłyby doprowadzić do zaprzepaszczenia dzieła. Również i Korona musiałaby prowadzić rozważną politykę ziemską wobec Ukraińców. Szanse na powrót polskiej szlachty do swych majątków w województwach bracławskim, czernichowskim czy też kijowskim zostałyby już kategorycznie przekreślone. Nie wiadomo przecież, czy Rusini nie upomnieliby się w przyszłości o ziemie położone dalej na zachód.

Może się wydawać, że problem mobilizacji leżał tylko po stronie kozackiej. Lecz dotyczył on również części magnatów oraz dworu, który prowadził własną politykę. Mimo dobrych chęci, do naprawy państwa zabrano się nie po kolei i bezmyślnie. Niestety najważniejsze reformy dotyczące sejmowania i skarbu państwa nie zostały przeprowadzane z powodów od szlachty nie do końca zależnych. W owym czasie najwięcej uwagi reformom i sprawom na Ukrainie poświęcała królowa Ludwika Maria. Popierała ona unię hadziacką, w nadziei na poparcie kozaków dla swojej polityki dynastycznej. Zamierzała ona wprowadzić na tron polski swoją siostrzenicę, a później znaleźć dla niej męża. Swoją politykę w Rzeczypospolitej prowadził również austriacki hrabia Franciszek de Lisola, który namówił biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego, Łukasza Opalińskiego i Jana Leszczyńskiego (którego wspierał prymas Leszczyński) do sprzeciwu i złożenia z porządku dziennego projektu zniesienia zasady liberum veto. Akcja ta nie była wymierzona w sam projekt, o którym Lisola miał dobre zdanie (ze względu na potencjalne korzyści dla Cesarstwa), lecz w królową, którą chciał hrabia pozyskać dla własnych planów. Dalszych prób reform nie podjęto, chociaż szlachta była im przychylna. Jak napisał Paweł Jasienica: „lekkomyślnie zabrano się do egzorcyzmowania dwóch inkubów na raz: wolnej elekcji i liberum veto ”. To ostatnie zaczęło powoli utrwalać się w świadomości szlachty i posłów, stanowiąc później niebezpieczne narzędzie dla wrogów państwa.

Unia w Hadziaczu a sprawa polska – podsumowanie

Patrząc przez pryzmat późniejszej historii nie trudno dostrzec roli, jaką odegrałoby zjednoczenie Korony, Litwy i Ukrainy pod sztandarem unii hadziackiej. Rzeczpospolita nie musiałaby wcale być targana przez najbliższe 150 lat aż tyloma najazdami, przemarszami obcych wojsk oraz doświadczona trzema rozbiorami. Z jednej strony nadzieja ta wydaje się być złudna. Przecież szlachta i tak nadal by piła, latała „od Sasa do Lasa”. Z drugiej jednak strony mówi się, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Ta pierwsza w połączeniu ze świadomością własnych możliwości pobudza do wspólnego działania. Powoduje, że ludzie koncentrują się na tym, co ich łączy, a nie dzieli. A zarówno Polaków, Litwinów jak i Rusinów łączyłaby na pewno obrona przed zagrożeniem zewnętrznym.

Można się spodziewać, że sukces unii w Hadziaczu nie pozostałby bez echa. Zwykle bywa tak, że zwycięstwo dodaje nie tylko otuchy i dumy, lecz również pomnaża wiarę w pewną ideę. Z wiary natomiast rodzi się czyn. Istniała szansa, że zwycięstwem o takim znaczeniu stanie się unia hadziacka. Wydźwięk jej tryumfu mógłby stanowić podstawę do dalszej naprawy Rzeczypospolitej w wieku XVIII, który niestety okazał się okresem stagnacji. Łatwiej jest bowiem tworzyć ze świadomością tego, że się już czegoś dokonało.